Zbliża się Dzień Kobiet.
Nie wiem czy Was również, ale mnie bardzo irytują wszędobylskie reklamy czego kobieta potrzebuje i co jeszcze powinna posiadać (w domyśle: żeby być wystarczającą). Lokówki, prostownice, depilatory, patelnie czy odkurzacze. Sugerowanie takich prezentów sprowadza rolę kobiet do "wyglądających" i "dbających o mir domowy" istot, które nie mają nic więcej do zaoferowania.
I ja wszystko rozumiem - marketing dźwignią handlu i każda okazja się nada na podwyższenie sprzedaży. Ale wejdźmy w to głębiej. Czy depilator to jest naprawdę to, czego Twoja kobieta/siostra/mama potrzebuje? Czy może dając jej ten prezent uznajesz, że Dzień Kobiet odhaczony i "weź się babo odczep"? Czy nie lepiej poświęcić jej chwilę uwagi, okazać troskę, a jeśli już kupić prezent to taki, który powie "dziękuję, że jesteś (nawet z nieogolonymi nogami)"?
Drogie Panie, czy naprawdę potrzebujemy non stop się udoskonalać i dążyć do wersji idealnej (która nie istnieje)? Mam wrażenie, że same sobie to robimy. Same mówimy sobie, że jesteśmy niewystarczające (lub nam to wpojono), przez co pozwalamy kulturze kształtować to, czego pragniemy i jakie powinnyśmy być.
Nie walczymy o siebie. Przez długie lata byłyśmy tłamszone, pozwalając rodzicom, partnerom i społeczeństwu mówić jaka powinna być kobieta, co jest kobiece, a co nie. Czy żyjąc w XXI wieku nadal musi tak być? Jesienne protesty obudziły nadzieję, że nie.
Dlaczego więc zadowalasz się byle gównem? Dlaczego zamiast pójść w końcu na ten kurs, który sobie wymarzyłaś odkładasz to w nieskończoność, bo "zawsze coś"? Dlaczego wszystko i wszyscy oprócz Ciebie jest ważniejsze? Dlaczego Twój mąż ma czas dla siebie, a Ty nie, a nawet gdy już go znajdziesz to czujesz się winna? Dlaczego czytasz kolejny romans, który nic nie wnosi do Twojego życia, zamiast wziąć do ręki książkę, która Cię rozwinie i poszerzy horyzonty?
Drogie Panie! Walczcie o siebie. Walczcie o to, co Wam zabrano, o to, co Wam się należy. Walczcie o swoje prawa, o swój spokój, o poczucie bycia wystarczającą.
Niech media nie wmówią Wam, że jest coś cenniejszego niż bycie sobą i czucie się ze sobą okej.
Marzę o społeczeństwie, w którym kobiety nie są jedynie piastunkami ogniska domowego i obiektami pożądania. O społeczeństwie, w którym kobieta pełniąca funkcje przywódcze nikogo nie dziwi i nikt nie mówi jej, że chyba ma okres bo marudzi. O społeczeństwie, w którym reklamy na Dzień Kobiet proponują kurs nurkowania lub wycieczkę koleją Transsyberyjską.
Mam głęboką nadzieję, że się doczekam. Wszystko w naszych rękach.
A.
Komentarze
Prześlij komentarz