Po premierowym POMie po Warszawie, udało nam się (bez większych obelg skierowanych w kierunku GPS) oraz bez zbędnych ofiar (pomijając zachlapany kawą dywan w samochodzie) dotrzeć na lotnisko. A mając mnie za pilota i głównego rozproszyciela uwagi (EJ PATRZ JAKA MGŁA NA PRAWO) uważam to za wyczyn klasy światowej, więc ślę ukłony w stronę M.
Kolejnym wyzwaniem było odnalezienie się w obcym kraju i dotarcie do hotelu, znajdującego się niebagatela 12 km od lotniska. Wybrałyśmy podróż pełną wrażeń, czyli transport miejski. Jeśli myślicie, że lądowanie samolotu może powodować torsje to poczekajcie, aż w greckim MPK zatańczycie Moonwalk do muzyki nurtu czesko-grecko-mongolskiego. Jeśli jednak stwierdzicie, że podziwianie pięknych widoków (dzięki którym wlazłam w M. wyciągającą kamyk z buta i tym samym rozwaliłam kółko w największej walizce) to za mało, to wysiądźcie trzy przystanki wcześniej niż było trzeba i ciśnijcie z buta niosąc zepsutą walizkę z potem ściekającym po... plecach.
Gdyby nie bardzo pomocni Grecy (jedna Greczynka tachała mi bagaż 300m, inny Grek zatrzymał się by pomóc, gdy zobaczył jak opętanym wzrokiem błądzimy po mapie) to pewnie do teraz zastanawiałybyśmy się czy może nie lepiej było zamówić tą cholerną taxówkę.
Ale stało się! Dotarłyśmy do hotelu, szybki prysznic i przyszła pora na obiad.
I powiem Wam, że Moussaka wymiata. Mięso mielone, bakłażan i parmezan to to, co tygryski lubią najbardziej.
Po sytym obiedzie razem z M. wytoczyłyśmy (!) się na hotelową plażę.
I cóż tu więcej pisać... Właśnie mija moja 35 godzina bez snu, a dzień jeszcze się nie skończył!
Pozdrawiamy ze słonecznej, rozpalonej Grecji!
PS Już wiem, gdzie będę zdawać prawko.
W Grecji wystarczy, że znasz obsługę klaksonu i stajesz się królem szos.
Pozdrawiam
A.
Kolejnym wyzwaniem było odnalezienie się w obcym kraju i dotarcie do hotelu, znajdującego się niebagatela 12 km od lotniska. Wybrałyśmy podróż pełną wrażeń, czyli transport miejski. Jeśli myślicie, że lądowanie samolotu może powodować torsje to poczekajcie, aż w greckim MPK zatańczycie Moonwalk do muzyki nurtu czesko-grecko-mongolskiego. Jeśli jednak stwierdzicie, że podziwianie pięknych widoków (dzięki którym wlazłam w M. wyciągającą kamyk z buta i tym samym rozwaliłam kółko w największej walizce) to za mało, to wysiądźcie trzy przystanki wcześniej niż było trzeba i ciśnijcie z buta niosąc zepsutą walizkę z potem ściekającym po... plecach.
Gdyby nie bardzo pomocni Grecy (jedna Greczynka tachała mi bagaż 300m, inny Grek zatrzymał się by pomóc, gdy zobaczył jak opętanym wzrokiem błądzimy po mapie) to pewnie do teraz zastanawiałybyśmy się czy może nie lepiej było zamówić tą cholerną taxówkę.
Ale stało się! Dotarłyśmy do hotelu, szybki prysznic i przyszła pora na obiad.
I powiem Wam, że Moussaka wymiata. Mięso mielone, bakłażan i parmezan to to, co tygryski lubią najbardziej.
Po sytym obiedzie razem z M. wytoczyłyśmy (!) się na hotelową plażę.
I cóż tu więcej pisać... Właśnie mija moja 35 godzina bez snu, a dzień jeszcze się nie skończył!
Pozdrawiamy ze słonecznej, rozpalonej Grecji!
PS Już wiem, gdzie będę zdawać prawko.
W Grecji wystarczy, że znasz obsługę klaksonu i stajesz się królem szos.
Pozdrawiam
A.
![]() |
| Morze Jońskie |
![]() |
| Moussaka |


Komentarze
Prześlij komentarz