Przejdź do głównej zawartości

Dzień siódmy. Ta ostatnia niedziela.

Dzień siódmy. Ta ostatnia niedziela.
Chociaż za oknem 28°C, o których możecie tylko pomarzyć, odczuwamy lekki ziąb. Tak to jest, gdy człowiek się rozbestwi i zadowala go tylko 35° i bezchmurne niebo.
Jednak stwierdziłyśmy zgodnie, że delikatny spadek temperatury jest idealnym preludium do panującej w Polsce zimy. Niestety jutro bladym świtem nadejdzie nieubłagany czas rozłąki z upałem, ciepłym, przejrzystym morzem i wiecznie uśmiechniętymi ludźmi. Trzeba będzie wrócić do chłodnej rzeczywistości, a jedyne, co będzie nas rozgrzewać to zakupiona nalewka z Kumkwatu.
Dzisiejszy dzień umknął pod znakiem błogiego lenistwa (nie napiszę więcej, bo wstyd) oraz wydawania resztek drobniaków z portfela.
Ostatni obiad zjadłyśmy w knajpce, w której to też rozpoczęłyśmy naszą grecką, kulinarną przygodę. A jadłyśmy potrawę o szumnej nazwie SUWAŁKI. Jest to grillowany szaszłyk z mięsem i warzywami (do wyboru wieprzowina, wołowina lub kurczak) z dodatkiem pieczonych ziemniaków, sałaty oraz dipu majonezowego.
A po prawdzie, danie nazywa się Souvlaki, jednak już od pierwszego dnia pobytu przemianowałam je na Suwałki i tak też zostało.
Czeka nas jeszcze niezbyt zachęcające wyzwanie, jakim jest spakowanie tego całego grajdołu. Mam tylko nadzieję, że nie przekroczymy limitu wagowego bagażu (pamiątki, a w szczególności piasek i sól trochę jednak ważą...)
A więc żegnam się, bo zimne piwko samo się nie wypije.

Do zobaczenia w PL!


A.

Zachód słońca, Korfu

To chyba ja


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

nawyki, czyli od dzieciństwa do otyłości

czego mi brakuje w każdym sklepie? TEGO! w szczególności na mojej uczelni. wydział medyczny, kierunek dietetyka, a w bufecie same słodycze, frytki i pączki. dobra, znajdzie się miejsce na jakieś jabłko i kanapki, ale to wciąż za mało, żeby zmieniać zwyczaje naszego społeczeństwa. wydajemy miliony na edukację, a zapominamy o tym, żeby zaczynać u podstaw. wiadome, że nie można popadać w paranoję, każdy powinien dokonywać świadomych wyborów pomiędzy batonem, a jabłkiem, ale nasz mózg ma to do siebie, że "jemy oczami". widząc kolorowe etykietki po prostu wariujemy. czytałam gdzieś, że był pomysł na ustawę mówiącą to tym, żeby produkty wysoko przetworzone były pakowane w szare, nierzucające się w oczy opakowania. co byście wybrali, mając do wyboru snickersa w szarym opakowaniu, a stojące na półce te załączone wyżej cuda? no właśnie. my, dorośli to jeszcze pół biedy, jesteśmy w miarę świadomi (no nie zawsze..) tego, co jemy i co się z tym wiąże. ale wyobraźmy so...

Stałam się słońcem

Zbliża się Dzień Kobiet. Nie wiem czy Was również, ale mnie bardzo irytują wszędobylskie reklamy czego kobieta potrzebuje i co jeszcze powinna posiadać (w domyśle: żeby być wystarczającą). Lokówki, prostownice, depilatory, patelnie czy odkurzacze. Sugerowanie takich prezentów sprowadza rolę kobiet do "wyglądających" i "dbających o mir domowy" istot, które nie mają nic więcej do zaoferowania. I ja wszystko rozumiem - marketing dźwignią handlu i każda okazja się nada na podwyższenie sprzedaży. Ale wejdźmy w to głębiej. Czy depilator to jest naprawdę to, czego Twoja kobieta/siostra/mama potrzebuje? Czy może dając jej ten prezent uznajesz, że Dzień Kobiet odhaczony i "weź się babo odczep"? Czy nie lepiej poświęcić jej chwilę uwagi, okazać troskę, a jeśli już kupić prezent to taki, który powie "dziękuję, że jesteś (nawet z nieogolonymi nogami)"?  Drogie Panie, czy naprawdę potrzebujemy non stop się udoskonalać i dążyć do wersji idealnej (która nie ist...

nie stresuj się

pisałam gdzieś niedawno o książkach, które nabyłam w bibliotece. jedną z nich była pozycja   "Dlaczego zebry nie mają wrzodów? Psychofizjologia stresu." Roberta M. Sapolsky'ego  wydanie z 2010 roku, ponieważ są wcześniejsze edycje (nic w świecie nauki nie jest stałe) był to strzał w dziesiątkę :) napisana świetnym, prostym językiem, pełnym metafor i zabawnych historii oraz adnotacji. najważniejszymi zagadnieniami, które mnie interesowały była rola stresu w związku z żywieniem oraz ze snem. jak pisałam we wcześniejszym poście, stres ma ogromne znaczenie w obniżaniu poziomu naszego zdrowia. po pierwsze: mocno się zestresuj, a najdzie Cię ochota na jedzenie lub odwrotnie - stracisz apetyt. dlaczego tak się dzieje? dlaczego jedni pałaszują pół lodówki w obliczu podwyższonych ilości glikokortykoidów (główny hormon stresu) a inni nawet o tym nie myślą? Sapolsky tłumaczy to tak: "Podczas działania stresora zarówno apetyt jak i magazynowanie energii były...