Przejdź do głównej zawartości

Dzień szósty. Sidari.

Wiecie jak to jest. Polakowi nie dogodzi. Tak źle i tak niedobrze. Wybrałyśmy się dzisiaj do uroczej miejscowości na północy wyspy, Sidari. Oczywiście najpierw robiąc poranny obchód po zamkniętych sklepach (bo przecież koniec naszego pobytu zbliża się nieuchronnie, a obowiązkowo trzeba przywieźć jakieś suweniry, zapomniałyśmy tylko, że jest sobota i normalni ludzie o 8 rano jeszcze śpią.)
Ale wróćmy do (nie)dogadzania.
Jak już dojechałyśmy i wypiłyśmy to nasze Frappe (w sumie to chyba taki nasz mały, poranny rytuał), usadowiłyśmy się na leżaczkach to przyszła pora na zamoczenie kuperków.
Więc czym prędzej pohasałyśmy do wody. No i idziemy. Idziemy. I idziemy... Woda sięga do kolan. Idziemy dalej. Woda do połowy łydki, a brzegu już prawie nie widać. Ale idziemy. Woda znowu do kolan. Idziemy. Zaczyna się coś dziać, woda do bioder. Jest progres. Brzeg majaczy gdzieś w oddali... Powoli tracimy cierpliwość, zastanawiając się, czy przypadkiem zaraz nie dojdziemy do innej wyspy. Fale robią się coraz wyższe i szarpią coraz bardziej, ale my nadal idziemy. Obok płynie jakiś dzieciak, fajnie, przynajmniej on sobie popływa, bo my to ewentualnie po warszawsku. Jakieś 300m od brzegu ogarnęłyśmy, że w sumie przydałoby się wracać jeśli chcemy jeszcze zobaczyć nasze fatałaszki i telefony. I powiedzcie mi, że los nie gra z nami w pokera, raz głębiny daje, raz je zabiera?!
Po plażowaniu wybrałyśmy się na wycieczkę po mieście w celu kupienia pamiątek. I powiem Wam, że jestem zirytowana równie mocno jak M. brakiem fig, że nie znalazłam ani jednej ładnej bransoletki handmade z muszlami. Ani, ani! NAD MORZEM!
Po zjedzonym obiadku [M. szamała Stifado, czyli wołowinę z cebulkami na ostro z ryżem i pieczonymi ziemniaczkami, a ja Chicken curry, czyli pyszny kurczak w curry z warzywkami, ryż, sałatka oraz chleb pita. Yummy.] wybrałyśmy się do Kanału Miłości (Canal d'Amour - po francusku brzmi to zdecydowanie lepiej...). Ludzie na mieście mówią, że jak dana niewiasta, czy też młodzieniec wykąpie się w wodach tegoż miejsca to odnajdzie miłość do końca życia. Pewnie jesteście ciekawi, czy się skusiłyśmy. Generalnie ja chciałam skakać z główki, M. na bombę, ale nie było takiej możliwości, bo wiał wschodni wiatr.
M. stwierdziła, że rzeczywiście coś może być w tym porzekadle, bo gdyby zechciał taki Janusz z taką Grażyną wykąpać się w tym miejscu to zapewne byłaby to ich ostatnia kąpiel w życiu.
Więc zrobiłyśmy sobie tylko pamiątkowe zdjęcie, które właśnie podziwiacie i wyruszyłyśmy brzegiem morza w dalszą wędrówkę.
Bo może jakiś Januszonois czeka tam za rogiem.

Pozdrawiam
A


Sidari



Kanał miłości


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

nawyki, czyli od dzieciństwa do otyłości

czego mi brakuje w każdym sklepie? TEGO! w szczególności na mojej uczelni. wydział medyczny, kierunek dietetyka, a w bufecie same słodycze, frytki i pączki. dobra, znajdzie się miejsce na jakieś jabłko i kanapki, ale to wciąż za mało, żeby zmieniać zwyczaje naszego społeczeństwa. wydajemy miliony na edukację, a zapominamy o tym, żeby zaczynać u podstaw. wiadome, że nie można popadać w paranoję, każdy powinien dokonywać świadomych wyborów pomiędzy batonem, a jabłkiem, ale nasz mózg ma to do siebie, że "jemy oczami". widząc kolorowe etykietki po prostu wariujemy. czytałam gdzieś, że był pomysł na ustawę mówiącą to tym, żeby produkty wysoko przetworzone były pakowane w szare, nierzucające się w oczy opakowania. co byście wybrali, mając do wyboru snickersa w szarym opakowaniu, a stojące na półce te załączone wyżej cuda? no właśnie. my, dorośli to jeszcze pół biedy, jesteśmy w miarę świadomi (no nie zawsze..) tego, co jemy i co się z tym wiąże. ale wyobraźmy so...

Stałam się słońcem

Zbliża się Dzień Kobiet. Nie wiem czy Was również, ale mnie bardzo irytują wszędobylskie reklamy czego kobieta potrzebuje i co jeszcze powinna posiadać (w domyśle: żeby być wystarczającą). Lokówki, prostownice, depilatory, patelnie czy odkurzacze. Sugerowanie takich prezentów sprowadza rolę kobiet do "wyglądających" i "dbających o mir domowy" istot, które nie mają nic więcej do zaoferowania. I ja wszystko rozumiem - marketing dźwignią handlu i każda okazja się nada na podwyższenie sprzedaży. Ale wejdźmy w to głębiej. Czy depilator to jest naprawdę to, czego Twoja kobieta/siostra/mama potrzebuje? Czy może dając jej ten prezent uznajesz, że Dzień Kobiet odhaczony i "weź się babo odczep"? Czy nie lepiej poświęcić jej chwilę uwagi, okazać troskę, a jeśli już kupić prezent to taki, który powie "dziękuję, że jesteś (nawet z nieogolonymi nogami)"?  Drogie Panie, czy naprawdę potrzebujemy non stop się udoskonalać i dążyć do wersji idealnej (która nie ist...

nie stresuj się

pisałam gdzieś niedawno o książkach, które nabyłam w bibliotece. jedną z nich była pozycja   "Dlaczego zebry nie mają wrzodów? Psychofizjologia stresu." Roberta M. Sapolsky'ego  wydanie z 2010 roku, ponieważ są wcześniejsze edycje (nic w świecie nauki nie jest stałe) był to strzał w dziesiątkę :) napisana świetnym, prostym językiem, pełnym metafor i zabawnych historii oraz adnotacji. najważniejszymi zagadnieniami, które mnie interesowały była rola stresu w związku z żywieniem oraz ze snem. jak pisałam we wcześniejszym poście, stres ma ogromne znaczenie w obniżaniu poziomu naszego zdrowia. po pierwsze: mocno się zestresuj, a najdzie Cię ochota na jedzenie lub odwrotnie - stracisz apetyt. dlaczego tak się dzieje? dlaczego jedni pałaszują pół lodówki w obliczu podwyższonych ilości glikokortykoidów (główny hormon stresu) a inni nawet o tym nie myślą? Sapolsky tłumaczy to tak: "Podczas działania stresora zarówno apetyt jak i magazynowanie energii były...