Przejdź do głównej zawartości

Dzień trzeci. Paleokastritsa.

Dzisiaj będzie w formie poradnika.
Gdy zaplanujesz wycieczkę do pobliskiej miejscowości to weź poprawkę na to, że:
1) jesteś śpiochem i ciężko jest Ci zwlec się z łóżka bladym świtem (czyli o 8 zero zero patrząc na to, że to urlop)
2) jesteś kobietą więc pewne rzeczy pozostaną niezmienne (w co się ubrać?)
3) przygotuj się na to, że będziesz dwie godziny później niż zaplanowałaś.
Ale udało nam się.
Wielki plus za sposób obsługi komunikacji. W autobusie oprócz kierowcy spotykamy kogoś w rodzaju konduktura, kto powie Ci, że to właśnie ten autobus, którego szukasz, pomoże Ci wsiąść z bagażami, wskaże wolne miejsce, przedrze bilet na pół, ładnie się uśmiechnie i jeszcze nawet zagada.
Na miejscu zwaliło nas z nóg. Zatoka otoczona wysokimi klifami z piaszczystą plażą.
Pewnie nie wiecie, ale Korfu (bo tu jesteśmy) charakteryzują w większości plaże kamieniste, więc piasek był zaskoczeniem (dla M. zapewne nie, bo ona czyta przewodniki ze zrozumieniem, a ja tylko czytam).
Powiem Wam, że stałam się fanką kamienistych plaż. Dlaczego? Bo po wypakowaniu rzeczy w hotelu mamy swoją prywatną piaszczystą plażę. Zapraszamy.
W podróż kulinarną wybrałyśmy się dzisiaj osobno. Ja uderzyłam w krainę Chicken Lemon czyli kurczaka pieczonego w warzywach i cytrynie z ryżem i podpiekanymi ciabatami.
M. wybrała Pastitsadę czyli wołowinę w sosie pomidorowym robionym na czerwonym winie z makaronem.
I tutaj rada: jeśli planujecie obiad w restauracji to proponuję zaopatrzeć się w dodatkowy (suchy) strój kąpielowy. Inaczej będziecie zmuszeni pozostawić syty napiwek w ramach rekompensaty za oznaczenie krzeseł odciskami swoich mokrych tyłków (ale ciiii.)
Droga powrotna (jeśli już wiesz gdzie wysiadać, hehe) przebiegła w miare bez turbulencji.
Radzimy tylko poduczyć się kilku przydatnych słówek w języku angielskim, takich jak "how much" i "no", żeby współpodróżnik słysząc "ile" mówiącego do kierowcy, albo "nein" do ekspedientki nie dostał trudnych do opanowania spazmów śmiechu.
I jeszcze rada dla instagramowiczów. Robiąc zdjęcie jedzenia, starajcie się nie wrzucić do niego telefonu. Oliwa naprawdę ciężko się zmywa.

Pozdrawiam
A






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

nawyki, czyli od dzieciństwa do otyłości

czego mi brakuje w każdym sklepie? TEGO! w szczególności na mojej uczelni. wydział medyczny, kierunek dietetyka, a w bufecie same słodycze, frytki i pączki. dobra, znajdzie się miejsce na jakieś jabłko i kanapki, ale to wciąż za mało, żeby zmieniać zwyczaje naszego społeczeństwa. wydajemy miliony na edukację, a zapominamy o tym, żeby zaczynać u podstaw. wiadome, że nie można popadać w paranoję, każdy powinien dokonywać świadomych wyborów pomiędzy batonem, a jabłkiem, ale nasz mózg ma to do siebie, że "jemy oczami". widząc kolorowe etykietki po prostu wariujemy. czytałam gdzieś, że był pomysł na ustawę mówiącą to tym, żeby produkty wysoko przetworzone były pakowane w szare, nierzucające się w oczy opakowania. co byście wybrali, mając do wyboru snickersa w szarym opakowaniu, a stojące na półce te załączone wyżej cuda? no właśnie. my, dorośli to jeszcze pół biedy, jesteśmy w miarę świadomi (no nie zawsze..) tego, co jemy i co się z tym wiąże. ale wyobraźmy so...

Stałam się słońcem

Zbliża się Dzień Kobiet. Nie wiem czy Was również, ale mnie bardzo irytują wszędobylskie reklamy czego kobieta potrzebuje i co jeszcze powinna posiadać (w domyśle: żeby być wystarczającą). Lokówki, prostownice, depilatory, patelnie czy odkurzacze. Sugerowanie takich prezentów sprowadza rolę kobiet do "wyglądających" i "dbających o mir domowy" istot, które nie mają nic więcej do zaoferowania. I ja wszystko rozumiem - marketing dźwignią handlu i każda okazja się nada na podwyższenie sprzedaży. Ale wejdźmy w to głębiej. Czy depilator to jest naprawdę to, czego Twoja kobieta/siostra/mama potrzebuje? Czy może dając jej ten prezent uznajesz, że Dzień Kobiet odhaczony i "weź się babo odczep"? Czy nie lepiej poświęcić jej chwilę uwagi, okazać troskę, a jeśli już kupić prezent to taki, który powie "dziękuję, że jesteś (nawet z nieogolonymi nogami)"?  Drogie Panie, czy naprawdę potrzebujemy non stop się udoskonalać i dążyć do wersji idealnej (która nie ist...

nie stresuj się

pisałam gdzieś niedawno o książkach, które nabyłam w bibliotece. jedną z nich była pozycja   "Dlaczego zebry nie mają wrzodów? Psychofizjologia stresu." Roberta M. Sapolsky'ego  wydanie z 2010 roku, ponieważ są wcześniejsze edycje (nic w świecie nauki nie jest stałe) był to strzał w dziesiątkę :) napisana świetnym, prostym językiem, pełnym metafor i zabawnych historii oraz adnotacji. najważniejszymi zagadnieniami, które mnie interesowały była rola stresu w związku z żywieniem oraz ze snem. jak pisałam we wcześniejszym poście, stres ma ogromne znaczenie w obniżaniu poziomu naszego zdrowia. po pierwsze: mocno się zestresuj, a najdzie Cię ochota na jedzenie lub odwrotnie - stracisz apetyt. dlaczego tak się dzieje? dlaczego jedni pałaszują pół lodówki w obliczu podwyższonych ilości glikokortykoidów (główny hormon stresu) a inni nawet o tym nie myślą? Sapolsky tłumaczy to tak: "Podczas działania stresora zarówno apetyt jak i magazynowanie energii były...