Przejdź do głównej zawartości

Mój Rok Walki z Depresją

Dzisiaj obchodzimy Międzynarodowy Dzień walki z depresją.
To ten dzień, który nie wiem czy powinnam świętować, czy raczej smucić się, że dotyka również mnie. Dlatego na tapetę postanowiłam wziąć siebie przed i po (a raczej w trakcie) terapii. Na depresję cierpię około 1/3 dotychczasowego życia, ale dopiero rok temu odważyłam się skonsultować to ze specjalistą i zacząć nad tym pracować.

Zapewne macie czasem tak, że łupie Was w krzyżu, ale liczycie, że za kilka dni przejdzie i nie trzeba będzie iść do lekarza? No to ja tak miałam mniej więcej od 19 roku życia. Tylko, że nie łupało mnie w krzyżu, a w duszy, sercu, psychice i głowie. I każdego roku obiecywałam sobie, że w końcu pójdę, w końcu zacznę, w końcu coś z tym zrobię. Ale nie robiłam. Aż w końcu przyszedł ten dzień, gdy nie byłam w stanie wstać z łóżka. Umycie zębów to był maraton, a dotarcie do pracy osiągnięcie Everestu. To był też czas, gdy przestałam mieć nadzieję. I wtedy już wiedziałam, że nadszedł ten moment. Że albo teraz zrobię krok ku zdrowiu, albo będzie już tak zawsze.
Jestem tutaj, jest rok później i wiem, że to była dobra decyzja. Nie ma lekko, czasem jest to wręcz katorżnicza praca. Pogodzenie się z pewnymi emocjami, doświadczeniami. Wybaczenie, przeproszenie. Zawalczenie o siebie, docenienie siebie, zaakceptowanie.
Dzisiaj mogę powiedzieć, że nie wiem czy jestem chociaż w połowie drogi, ale powoli wychodzę z serpentyn, a w oddali wynurza się zarys gęstych, zielonych drzew, dociera do mnie szum rzeki i śpiew ptaków. Mam nadzieję, że kolejne etapy tej podróży przyniosą jeszcze piękniejsze widoki i doświadczenia.


Ola




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

nawyki, czyli od dzieciństwa do otyłości

czego mi brakuje w każdym sklepie? TEGO! w szczególności na mojej uczelni. wydział medyczny, kierunek dietetyka, a w bufecie same słodycze, frytki i pączki. dobra, znajdzie się miejsce na jakieś jabłko i kanapki, ale to wciąż za mało, żeby zmieniać zwyczaje naszego społeczeństwa. wydajemy miliony na edukację, a zapominamy o tym, żeby zaczynać u podstaw. wiadome, że nie można popadać w paranoję, każdy powinien dokonywać świadomych wyborów pomiędzy batonem, a jabłkiem, ale nasz mózg ma to do siebie, że "jemy oczami". widząc kolorowe etykietki po prostu wariujemy. czytałam gdzieś, że był pomysł na ustawę mówiącą to tym, żeby produkty wysoko przetworzone były pakowane w szare, nierzucające się w oczy opakowania. co byście wybrali, mając do wyboru snickersa w szarym opakowaniu, a stojące na półce te załączone wyżej cuda? no właśnie. my, dorośli to jeszcze pół biedy, jesteśmy w miarę świadomi (no nie zawsze..) tego, co jemy i co się z tym wiąże. ale wyobraźmy so...

Stałam się słońcem

Zbliża się Dzień Kobiet. Nie wiem czy Was również, ale mnie bardzo irytują wszędobylskie reklamy czego kobieta potrzebuje i co jeszcze powinna posiadać (w domyśle: żeby być wystarczającą). Lokówki, prostownice, depilatory, patelnie czy odkurzacze. Sugerowanie takich prezentów sprowadza rolę kobiet do "wyglądających" i "dbających o mir domowy" istot, które nie mają nic więcej do zaoferowania. I ja wszystko rozumiem - marketing dźwignią handlu i każda okazja się nada na podwyższenie sprzedaży. Ale wejdźmy w to głębiej. Czy depilator to jest naprawdę to, czego Twoja kobieta/siostra/mama potrzebuje? Czy może dając jej ten prezent uznajesz, że Dzień Kobiet odhaczony i "weź się babo odczep"? Czy nie lepiej poświęcić jej chwilę uwagi, okazać troskę, a jeśli już kupić prezent to taki, który powie "dziękuję, że jesteś (nawet z nieogolonymi nogami)"?  Drogie Panie, czy naprawdę potrzebujemy non stop się udoskonalać i dążyć do wersji idealnej (która nie ist...

nie stresuj się

pisałam gdzieś niedawno o książkach, które nabyłam w bibliotece. jedną z nich była pozycja   "Dlaczego zebry nie mają wrzodów? Psychofizjologia stresu." Roberta M. Sapolsky'ego  wydanie z 2010 roku, ponieważ są wcześniejsze edycje (nic w świecie nauki nie jest stałe) był to strzał w dziesiątkę :) napisana świetnym, prostym językiem, pełnym metafor i zabawnych historii oraz adnotacji. najważniejszymi zagadnieniami, które mnie interesowały była rola stresu w związku z żywieniem oraz ze snem. jak pisałam we wcześniejszym poście, stres ma ogromne znaczenie w obniżaniu poziomu naszego zdrowia. po pierwsze: mocno się zestresuj, a najdzie Cię ochota na jedzenie lub odwrotnie - stracisz apetyt. dlaczego tak się dzieje? dlaczego jedni pałaszują pół lodówki w obliczu podwyższonych ilości glikokortykoidów (główny hormon stresu) a inni nawet o tym nie myślą? Sapolsky tłumaczy to tak: "Podczas działania stresora zarówno apetyt jak i magazynowanie energii były...